Depesza

  • Home
  • Osoby piszące
  • Opowiadania
    • Cadavere
      • Postacie
    • Faith and Power
      • Bohaterowie poboczni
      • Postacie
      • Wyspy Krainy
    • Kumple
      • Postacie
    • Laevheim
      • Postacie
      • Bohaterowie poboczni
      • Geopolityka
      • Magia
      • Mitologia
    • Nie pytaj o Polskę
      • Postacie
    • Space Jam
      • Postacie
    • Whisper
      • Postacie
  • Galeria

Laenna

Napisał

Arbi

in

Fantasy

–    Widzisz?
Tata uniósł na wysokość jej oczu delikatny pierścień. Wyglądał bardzo niepozornie – prosty wzór, kilka listków i trzy kamienie. Laenna jednak wystarczająco obracała się wśród wyższych elit, by poznać mistrzowsko wykonane przedmioty. Biżuteria bujała się na boki, zwieszona ze sznurka, ale gdy wyciągnęła do niej dłoń, ojciec prędko ją zabrał.
–    Ladny, prawda? – Złożył ostrożnie pierścień w kamiennym pudełku wyłożonym śliskim materiałem. – Niepozorny. Takie są najbardziej niebezpieczne, bo usypiają twoją czujność.
Mimo wyraźnej przestrogi w głosie, kąciki ust taty unosiły się w uśmiechu, a oczy przepełniała ekscytacja i fascynacja.
–    Co robi ten pierścień, tato?
Manipuluje snami. Są dwa pierścienie, niestety nie odnaleźliśmy jeszcze bliźniaczego. – Spojrzał na córkę surowo. – Dlatego pod żadnym pozorem nie wolno go ruszać, rozumiesz? Nie wiemy, czy drugi pierścień leży gdzieś w mule czy może jest w czyimś posiadaniu. Jest na ten moment niebezpieczny.
–    Tato, a to magiczny przedmiot czy artefakt?
–    Chciałabyś wiedzieć, co? – przekomarzał się z nią, zajęty przekładaniem pergaminów z miejsca na miejsce, ani trochę nie zmieniając stanu bałaganu wokół.
–    Powiedz, proszę!
–    Artefakt – oznajmił, z rozbawieniem patrząc, jak twarz córki się rozpromienia. – Chcesz usłyszeć mit jego powstania?
–    Już poznałeś?! – zawołała Laenna z podziwem.
–    Tutaj jesteście.
Do pracowni weszła mama. Miała na sobie strój, który zawsze zakładała przed pracą – miękki, opinający materiał, chroniący skórę przed metalem zbroi. Na twarzy z kolei nosiła uśmiech, ale krył się pod nim strach i rozgoryczenie. Laenna tego jeszcze wtedy nie widziała.
–    Tata właśnie mi opowiadał o ostatnim znalezisku – pochwaliła się wesoło, podbiegając do matki.
–    Ach tak?
Tata widocznie się spiął, udawał znów, że sprząta, unikając kontaktu wzrokowego z żoną.
–    A to nie twój czas na zajęcia z czytania, skarbie?
Laenna jęknęła przeciągle, ale oddaliła się bez dalszej dyskusji. Matka natychmiast porzuciła grymas z twarzy, zostawiając na niej jedynie smutek. Podeszła do męża i położyła delikatnie dłoń na odwróconych do niej plecach.
–    Wiem, co chcesz powiedzieć – zaczął, nim powiedziała choć słowo.
–    Skoro wiesz, to dlaczego nic się nie zmienia? – odpowiedziała cicho, drugą dłoń kładąc na wydętym brzuchu.
–    Dobrze wiesz, dlaczego. Nie zgadzam się z tobą.
–    Nie zgadzasz się, że powinniśmy je chronić?
–    Zawsze przekręcisz moje słowa tak, by wyszło na twoje.
Ojciec odwrócił się raptownie, brwi miał mocno ściągnięte. Jednak na widok zmartwionej przed nim twarzy zaraz złagodniał. Jego wzrok powędrował niżej, do miejsca, gdzie powstawało nowe życie. Klęknął przed żoną i objął ją, przykładając ucho do jej brzucha.
–    Uważam, że zasługują na pełną ochronę. I na lepszy świat.
–    Kto mi zagwarantuje, że pełen świat będzie lepszy?
–    Kochanie… – Wstał, patrząc tym razem jej prosto w oczy. Ścisnął mocno ramiona żony. – Nie widzieliśmy słońca od ilu pokoleń? Jak bardzo nasze ciała będą w stanie się jeszcze dostosować? Kiedy staniemy przed granicą pomysłowości wynalazków by zrozumieć, że nie jesteśmy stworzeni dla tego wycinka?
–    Co jeśli ten wycinek to jedyne, co jest nam dane? – Tym razem to matka ścisnęła nadgarstki męża. – Co jeśli scalenie nie jest możliwe?
–    Jeśli coś zadziałało w jedną stronę, w drugą również musi – odpowiedział ze stalowym przekonaniem. – A ja będę szukał na to sposobu, aż znajdę. Nie będę zabraniał Laennie tu przychodzić. Największym niebezpieczeństwem jest niewiedza. Sama o tym doskonale wiesz, dlatego jej też nie zabroniłaś.
–    Nie chcę, by się buntowała. – westchnęła mama. – Zakazy wywołują w niej wewnętrzny sprzeciw. I na pewno nie ma tego po mnie – dodała, lustrując męża potępiającym wzrokiem.
–    Może i nie, ale upór ma z całą pewnością po tobie – zripostował, opadając na fotel. Palce chodziły mu stuk, stuk po blacie biurka niecierpliwie, czoło marszczyło w głębokim zamyśleniu. Matka wiedziała, że musi pozwolić błądzić jego umysłowi, aż wróci do niej i podejmie wątek. Czekała cierpliwie, bo nie spieszyło jej się zanadto. – Jesteśmy blisko przełomowego odkrycia. Czuję to, serce.
–    Inni też to muszą czuć. – Obejrzała się przez ramię, jak gdyby wrogowie zbierali się w korytarzach ich domu.
Ojciec zauważył spięcie mięśni jej ramion, sylwetkę lekko pochyloną, gotową w każdej sekundzie na podjęcie walki, odparcie ataku. Pochwycił dłoń żony i przyłożył do swojego wolno bijącego serca. Tkanina ochronna, obejmująca również palce, była zimna i wroga w dotyku. Nie wycofał się jednak przed tym ruchem.
–    Jak wyglądają sprawy za murami? – choć zapytał, nie chciał słyszeć odpowiedzi. Wystarczyło mu zmartwienie w zielonych oczach żony, by poznać sytuację.
–    Zaostrzają się konflikty. Kolejne morderstwa na granicach, które nie powinny istnieć. – Wzrok matki powoli wrócił do męża; wolną, lewą dłoń złożyła na jego policzku, a każdy wzgórek i linia wpasowały się w kształt jego twarzy, jakby zostały wyciosane z jednego kamienia. Rastrę miała zaciągniętą jedynie na kciuk wiodącej ręki, toteż mogła przesunąć palcem po skórze ukochanego i wyczuć jego temperaturę i skórę podrażnioną od łażenia po nieprzyjaznych ruinach. – Obawiamy się, że lada moment to eskaluje. Brakuje tak niewiele, a wiemy o podżegaczach, samozwańczych wyzwoleńcach od opresji, jakie sami stworzyli. Czujemy się bezradni. Sprawa jest tak delikatna jak nigdy. Tymczasem król zdaje się pakować wszelkie zasoby i całą swą uwagę na poszukiwania graala.
Nie dziwiła ojca gorycz w jej głosie. Jeśli dojdzie do otwartych walk lub ludzie postanowią natrzeć na pałac, ona będzie musiała zwrócić swoją włócznię przeciwko tym, których przysięgała chronić. Jej awans do królewskiej gwardii pojawił się później, początki zakorzeniły ją mocno w szarej populacji, a matka nigdy nie zapomniała, skąd pochodziła.
Ucałował wnętrze jej dłoni i puścił ją, bo tak było trzeba, choć całym sobą przed tym protestował. Niepokój ściskał mu wnętrzności, ale nie mógł mu się poddać. Obrzydliwą hipokryzją byłaby próba gry na jej uczuciach, wstrzymywanie jej, podczas gdy ona znosiła te męki miesiącami jego wędrówek archeologicznych.
–    Bądź ostrożna, serce – powiedział więc tylko, oczami przekazując wszystko to, czego słowami sobie zabronił.
Zawahała się tylko na ułamek sekundy. Krótki moment, kiedy zapragnęła zaszyć się tu z nim w jego gabinecie, zupełnie jak w latach, kiedy dopiero się poznawali i brakowało im ciężkich trosk. Na więcej nie mogła sobie pozwolić, nie ufała sobie na tyle. Odwróciła się na pięcie i odmaszerowała żołnierskim krokiem, trzymając prawą dłoń na brzuchu. Już niedługo nie będzie w stanie przybrać zbroi. Do tego czasu jednak zrobi wszystko, by dziecko nie urodziło się w środku wojny.

laev_postacie
←Ri’luan Ro’huan
Farid Al’Jafar→

Komentarze

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Więcej wpisów

  • Phaner+Lunne

    18/02/2025
  • Rhys

    21/01/2025
  • Farid Al’Jafar

    21/01/2025
  • Laenna

    21/01/2025

Depesza

Forum z opowiadaniami

  • Blog
  • O
  • Najczęściej zadawane pytania
  • Autorzy
  • Wydarzenia
  • Sklep
  • Wzorce
  • Motywy

Dwadzieścia Dwadzieścia-Pięć

Designed with WordPress