
Niebo już dawno przybrało barwę ciemnego granatu, obsypanego skrzącymi się odłamkami białych kryształów, kiedy Sidrif wreszcie pozwoliła sobie na odpoczynek. Nogi natychmiast ugięły się pod nią posłusznie, posyłając resztę wymęczonego i odwodnionego ciała na hałdę piasku. Oddychała ciężko, wciąż z trudem zbijając podwyższoną temperaturę ciała resztkami magii. Upał dla Svahildran potrafił być zabójczy, a Rif nie zamierzała pozwolić, by Śródziemie wykończyło ją zaledwie drugiego dnia. Na szczęście wraz z nadejściem nocy pojawił się i chłód, przyjemnie otulając gryzącym powiewem jej ciało, odkryte już z dodatkowych warstw tkanin, chroniących ją wcześniej przed słońcem. Musiała oszczędzać siły.

Pociągnęła łyk z menażki, pozbawiając się tym samym ostatnich kropel świeżej wody. Nie wiedziała, w którą stronę się kierować; nie znała map Vanhildru. Ojciec zawsze je przed nią ukrywał, a później, gdy została samodzielna, nie nadarzyła się okazja, by chociaż o tym pomyślała.

Naiwna.
Dodaj komentarz