Depesza

Wszystko zaczęło się, kiedy Matka i Ojciec Świata rozdarli go na części, tworząc Przestworza…

Wraz z powstaniem Laevheimu dwójka bogów poczęła sprawować nad nim opiekę. Bogini Ivris prezentowała duszę świata – ubrana w suknię z chmur i mgieł, o ciele niebieskim jak najczystsze niebo oraz oczach bielszych od najczystszego światła, siedziała na tronie utkanym z wichrów, splecionych esencją przestworzy – płynną formą nieśmiertelności. Mówiło się, że dwa słońca zawieszone na nieboskłonie Laevheimu to są oczy bogini, bacznie obserwujące. Znała się doskonale na sztuce w każdej jej postaci, jej głos niósł ukojenie każdemu, kto go usłyszał, jednocześnie dzierżąc siłę zdolną wzruszyć samymi fundamentami świata. Lubowała się  w zagadkach, które zsyłała na swój świat bez przerwy. Nie tolerowała pomyłek. Kochała Laevheim, ale miłością tyleż matczyną, co niekompetentną, przekładając sprawy ważkie nad przyziemne potrzeby ludzi.
Towarzyszył jej bóg Teborh, uosobienie umysłu świata. Wygoloną połowę głowy pokrywały liczne symbole, przedstawiające prawdy o świecie. Brunatne włosy sięgały mu aż do brody, długiej do pasa, splecionej obręczami z najszlachetniejszych metali. Chodził w ciężkiej zbroi, ukutej własnymi, silnymi rękami. Cień rzucał tak wielki, że przyćmiewał oba słońca. Posiadał ogromną wiedzę; uważał ją za najlepszy oręż wojownika. To on nauczył ludzi rzemiosła, posługiwania się ogniem, wynalazczości, run. Praktyczne aspekty życia ludzi przysłoniły mu wszakże ich wrażliwszą, emocjonalną stronę. I choć kochał Laevheim, tak jak ojciec kocha swoja dziecko, to jego żądza wiedzy i ciekawość, jaką zaszczepił w ludziach, miała stać się ich zgubą.
Bogowie, choć całkowicie różni, długo żyli ze sobą w pokoju. Za bardzo jednak pokochali władzę, pragnęli coraz więcej, aż doprowadzili do tego, że wśród ludzi zaogniły się konflikty. Spór nastał ogromny, z nieba posypały się iskry, piorunami uderzając w ziemie Laevheimu i doprowadzając ich mieszkańców do wniosków, przez które wybuchły wojny. Jedna, druga, trzecia… Bogowie nie mogli dojść do porozumienia, jak rozwiązać ten problem. Każde próbowało na swój sposób, pogarszając sytuację. Ivris przekonywała, aby ludzie udali się na wysokości, gdzie będą mogli uciec w miejsce nienękane wrogością. Wierzyła, że to wystarczy, aby się pogodzili. Teborh pieklił się na takie twierdzenia, nie dając wiary nagłej odmianie serca. Uważał, że powinni zesłać ich do najciemniejszych głębin morskich, gdzie zmuszeni do współpracy, aby przetrwać, nawiążą wspólny język.
Argumenty jednego boga nie przekonywały drugiego. Ich dyskusja stawała się coraz bardziej zażarta, każde ciągnęło swą rację we własną stronę, aż nici spajające świat pękły, dzieląc Laevheim na trzy części. W Przestworza (Svahildr) za boginią trafiła ogromna część rasy ludzkiej; niemal równie wielka straciła przy tym życie. Do Głębin (Hjalhildr) za Teborhiem wpadło także mnóstwo ludzi, a równie wielu straciło przy tym życie. Reszta pozostała w Śródziemiu (Vanhildr), pozbawionym teraz boskiej opieki. Na krótką chwilę, kiedy nici Laevheimu zostały zniszczone, z innych światów przedostały się do Vanhildru najróżniejsze istoty – krasnoludy, elfy jasne i ciemne, golemy, giganci, trolle, demony. Niektóre z własnej woli, inne wbrew. Istniało w Śródziemiu niewiele portali, umożliwiających podróż pomiędzy fragmentami Laevheimu, ale odesłanie nie-ludzi z powrotem na ich świat okazało się zupełnie inną historią.