Kategoria: Obyczajowe

  • Karolina Zakrzewska

    KLujbIH.png

    Przy stole znów trwała gorąca rozmowa o tym, że homoseksualiści są ok, ale nie powinni się obnosić, że ich manieryzmy są bardzo krzykliwe i przecież mają takie same prawa jak my, więc w ogóle w czym problem. Zaczęło się od stwierdzenia, że przyjaciel Karoliny jest zabawnym gejem, ale i trochę żenującym i czy nie wstyd jej tak się przy nim pokazywać, kiedy nosi różowe sweterki i macha dłońmi.

    KLujbIH.png

    – Masz tylu świetnych znajomych, a najczęściej spotykasz się akurat z Adrianem – zaczął wywód ojciec nad obiadem, który już dawno stracił jakikolwiek smak. – Nie jestem w stanie zrozumieć, czemu nie widujesz się już z Darią.

    KLujbIH.png

    Mama rzuciła jej krótkie spojrzenie znad miski z ogórkami kiszonymi. Ona pamiętała, czemu Karo nie odzywa się do Darii od dwóch lat. Laska zrobiła jej takie siano z mózgu, że niemal rwała sobie włosy z frustracji nad ich relacją. Ojciec jednak nie miał w zwyczaju ani zapamiętywać jej opowieści, ani zazwyczaj ich słuchać. Dlatego zaprzestała wchodzenia z rodziną w dyskusje i prób wyjaśnienia im, jakie głupoty pletli. Oni dobrze się czuli w swoim ignoranckim bagnie i nie zależało im, żeby chociaż wyjrzeć poza jego taflę. Starała się cieszyć rodziną, ignorując te bolące przebłyski. Po prostu nie zapraszała już przyjaciół do domu.

    KLujbIH.png

    – Poza tym nikt normalny nie idzie na resocjalizację.

    KLujbIH.png

    Gdyby ją kiedyś wysłuchali, wiedzieliby, że nikt nie nadawałby się na takie stanowisko lepiej, niż Adrian. Ale nie słuchali. Poza tym uważali, że resocjalizacja to bzdura i strata pieniędzy na społeczne dno.

    KLujbIH.png

    – Dajcie już spokój Adriannie – zaśmiał się Dawid, jej brat. – Wiecie, co ostatnio wydarzyło się na hali?

    KLujbIH.png

    Słuchali Dawida. I promienieli na jego opowieści, jego przygody, jego przekonania, jego plany; wszystko w Dawidzie składało się w idealną ścieżkę i narrację, o jakiej rodzice marzyli. Nawet kiedy popełniał błędy, niektóre całkiem poważne, zaciskali zęby i robili wszystko, by wyciągnąć go z kłopotów, choć zdaniem Karo powinien w końcu odbić się od rzeczywistości. Ona zaś po raz kolejny wbijała bez apetytu widelec w warzywa, czując, jak coraz bardziej ssie ją w żołądku. Karolinę wymalowano na czarno.

  • Whisper

    Uniwersytet w Seaberg na wschodzie Maine nie mógł się równać z taką sławą stanu jak ten w Castine, jednakże coś sprawiało, że jego budynki nigdy nie świeciły pustkami, nadając sennemu miasteczku cykliczny nurt, który wraz z pogodą wyznaczał przemijający czas. Może to był klimat tworzony przez rozświetloną słońcem mgłę o każdym poranku, obietnica odkrycia jakiejś tajemnicy wyszeptywana przez szumiące na wietrze drzewa, czy orzeźwiający zapach jodu unoszący się znad oceanu. Bardziej pragmatyczne umysły twierdziły zwyczajnie, że nad oceanem śmierdzi rybą, a miasto zamieszkują konserwatyczne pierniki, które nie potrafią dostrzec tego, że Seaberg nie stało się zatęchłą dziurą jedynie dzięki napływowi młodej krwi garnącej się do nauki – nie można było jednak zaprzeczyć, że wysoki próg wejścia przy średniej wagi opłatach oraz dobrej kadrze nauczycielskiej zapewniał zawsze nowych studentów i nauczanie na wysokim poziomie bez całej tej otoczki cechującej nadętych i bogatych bufonów odczuwalnej na wielkich uczelniach państwowych. Seaberg stało się areną stałych zwarć między pokoleniami w tym samym czasie propagując tradycję i postęp, będąc w ten sposób atrakcją zarówno dla studentów jak i ustatkowanych już rodzin.

    Wydarzenia z początku jesieni w roku 2016 może nie wstrząsnęły miasteczkiem, ale skutecznie niszczyły stabilność nastroi niczym fale podmywające klif. Już w pierwszych dwóch tygodniach semestru doszło do zaginięcia jednej z najlepszych studentek na uczelni, wywołując wśród studentów i kadry nauczycielskiej słuszne niepokoje. Pewnego dnia Lilian Rhodes po prostu nie przyszła na zajęcia – jakkolwiek z uwagi na wysoką frekwencję dziewczyny niektórych to zdziwiło, tak nikt się nie niepokoił – do czasu, gdy jej nieobecność nie przedłużała się ponad tydzień. Wszystkie jej prywatne rzeczy znajdowały się na swoim miejscu w jej zamkniętym na klucz pokoju wykluczając w ten sposób nagły wyjazd z uczelni, który i bez tego byłby podejrzany z uwagi na to, że Lilian miała w tym roku ukończyć naukę. Dyrekcja zareagowała natychmiast, wzywając służby bezpieczeństwa do wszczęcia dochodzenia i wprowadzając kontrolę tożsamości wchodzących i wychodzących z budynków. Spotkało się to z falą krytyki przypominającej, że żyją w XXI wieku, jednak zwolenników działań dyrekcji nie brakowało.
    Było to jednak wydarzenie mające wpływ jedynie na uczelnię, nie Seaberg – do czasu, gdy nie spłonęła drewniana stodoła będąca najstarszym budynkiem miasta o statusie zabytku. Gazetki Seaberg rzuciły cień podejrzenia na studentów, co w mig podchwyciła starszyzna, domagając się przeprosin i zadośćuczynienia z ich strony. Samorząd uniwersytetu wstrzymywał się z wystosowaniem stosownego pisma broniąc się brakiem istniejących dowodów wskazujących na czyjąkolwiek winę.
    Jak w każdym konflikcie, istniały osoby dostrzegające punkt widzenia obu stron – nie powstrzymało to jednak otoczenia od tworzenia wyizolowanych, wzajemnie sobie niechętnych klik.

    Słowo od autorki

    Akcja zaczyna się pod koniec października – ok. miesiąc od zaginięcia Rhodes i tydzień od spłonięcia budynku.

  • Adam Twański

    Bywam małostkowy  
    Cyniczny i bezduszny  
    Osądzam bez litości  
    Bez serca i miłości

    igP7jsl.png– Matka, jadę do Warszawy. Studiować ekonomię – trzy lata temu Adam wypowiedział te słowa do pleców nagiej kobiety przytulającej się przez sen do wraku człowieka, który obecnie okupował jej łóżko i kto wie, może i jej serce.
    igP7jsl.png– Spierdalaj, dzieciaku. Nie widzisz, że jest zajęta? – wrak okazał się posiadać postrzępione resztki strun głosowych.
    Twański uśmiechnął się niespuchniętą połową ust. Opuchliznę zarobił wczoraj komentując jego dziurę w majtach na bezużytecznej dupie.
    igP7jsl.png– I alimenty starego od tego miesiąca idą na moje konto.
    Matka okazała się jednak nie być tak zajęta, jak dotychczas się wydawało. Twański opuścił rodzinny Kędzierzyn-Koźle przy akompaniamencie jej wrzasków i głuchych uderzeń pięści w ciało.

    Rób jak uważasz, ale uważaj jak robisz.

    Ten najmądrzejszy, bo jedyny cytat, jaki Twański usłyszał od swojej matki towarzyszył mu od kiedy został rzucony samopas na podwórko przed blokiem, którego granice rozszerzyły się z czasem na Azoty, a następnie na całe miasto, którego nie opłacało mu się opuszczać. Tu miał kumpli, potencjalne dziewczyny i wrogów. Czasem ktoś zarobił kosę, ktoś rzucił się pod pociąg, komuś udało się skołować bimber, komuś marychę, laska szła na dwa fronty, cyganie okradli, stara zmarła na zawał, pały przyskrzyniły, a ktoś wyjechał na zlewozmywak do Anglii i zarobił więcej niż menadżer w Macu koło Ogrodów Odrzańskich.
    Adam nie wyjechał na zlewozmywak – do tego trzeba było posiadać własne pieniądze na wyjazd, ale też pały nigdy go nie przyskrzyniły, stara żyła, nie miał powodów, by rzucać się pod pociąg no i czasem udawało mu się skołować węgiel na sprzedaż z wagonów składu zmierzającego do Zakładów Koksowniczych. Raz tylko laska szła z nim na dwa fronty, ale skończyło się jedynie zniszczeniem jej telefonu w napadzie złości. No i po tygodniu stwierdził, że w zasadzie złamane serce jest przereklamowane, witając się ponownie ze swoją ręką.
    Zapewne skończyłby prędzej czy później z kosą zarobioną od jakiegoś cygana (w KK roi się od cyganów, tfu), gdyby nie dowiedział się na drugim roku żeglugi w Koźlu, że alimenty zostaną mu ucięte, jeśli nie będzie kontynuował nauki na studiach. W ten sposób został zmuszony, by skupić się jako tako na nauce, odkrył też wtedy pewną zdolność do ogarniania historii.
    igP7jsl.png– Synek, studiując historię to ty nic nie zarobisz.
    I tak wylądował na ekonomii.

    Alimenty okazały się z ledwością pokrywać podstawowe potrzeby, z kolei podjęcie pracy miało oznaczać ucięcie darmowego źródełka finansów. Na 500+ Twański nie czuł się jeszcze gotowy, na stypendium naukowe nie był wystarczająco dobry, zostało mu więc zgrabne prześlizgnięcie się przez siatkę systemu imając się pracy na czarno.
    Ekonomia okazała się błędnym wyborem już w II semestrze, gdy został przydzielony do grupowego projektu na zaliczenie. Ani nie miał na to czasu, ani chęci. Drugi podjęty kierunek – Sport – został przerwany w niemalże ten sam sposób. Obecnie wybrana w ostatniej chwili fizjoterapia miała być wyborem ostatecznym – w wakacje otrzymał z sądu pozew o uchylenie alimentów, więc zgodnie z poradą kumpla poznanego na truskawkach w Niemczech (studiował prawo przez trzy semestry) zdecydował tym razem ukończyć kierunek. Jak smaczną marchewką okazywały się być pieniądze.

    Wracał przez Bemowo odprowadziwszy koleżankę z pracy.
    Była kasjerką w sklepie, który na czarno ochraniał i już pierwszego dnia pracy zjadła w wyzywający sposób banana mierząc przeciągłym spojrzeniem jego tatuaże na szyi i zewnętrznej stronie dłoni wetkniętych w szlufki pasków, okalających samczo rozporek. Dziś mając 22 lata skreśliłby taką pannę na miejscu, zwłaszcza, że nie była w jego typie i wyglądała na nosicielkę wenery, ale wtedy to było jego pierwsze półrocze pobytu w Warszawie, kiedy czuł się samotnie i dopiero się uczył obejścia „w wielkim mieście” i którymi drogami chadzać, a którymi nie.
    Tego wieczoru miał pobrać jedną z tych cennych nauk, a przekonał się o tym, gdy zauważył rycerzy ortalionu wyłaniających się z cienia między dwoma blokami. Pomału szli zwartą grupką w jego stronę kołysząc się na boki niczym goryle. Twański stanął przed niekomfortowym wyborem czy przejść na chodnik po drugiej stronie ulicy. Z doświadczeń z cyganami w KK wiedział, że to dopiero może ich sprowokować. Decyzja poniekąd podjęła się sama, gdy zbliżyli się do siebie na wyciągnięcie ręki. Twański ze wzrokiem wbitym gdzieś w dal szedł niczym lodołamacz wymuszając na rycerzach ortalionu rozstąpienie się na boki na wzór Morza Czerwonego przed Noem.

    igP7jsl.png– Ty, brudasie – czar chwili prysł, gdy któryś z nich szarpnął go za ramię. Twański już w podstawówce pytał katechetkę, czy to możliwe, by morze się rozstąpiło na boki przed człowiekiem, bo przecież to wydaje się niemożliwe. Katechetka go zbywała i tak mu teraz przeszło przez myśl – nie da się zaprzeczyć prawom fizyki.

    igP7jsl.png– Czego chcesz? – spytał sucho, utrzymując cudem równowagę. Z jednej z niewielu książek, które przeczytał, bo chciał się nauczyć więcej o biciu, dowiedział się, że zgrywanie pewniaka potrafi przeważyć nie tylko o tym, kto wygra, ale i o tym, czy wygra bez wymiany choćby ciosu. Chyba wybił trójpaskowców z rytmu.

    igP7jsl.png– Wyskakuj z forsy.

    igP7jsl.png– Nie mam nic.
    Twański był boleśnie świadom, że jest okrążony. Chyba nikt nie posiadał przy sobie broni białej. On w kieszeni wsunął na dłoń kastet.

    igP7jsl.png– Twoja morda już wygląda, jakby zaliczyła w swoim życiu chodnik lub patelnię. Na pewno nie masz nic? – warknął jeden z chyba inteligentniejszych wywołując śmieszki jego kumpli.

    igP7jsl.png– Marnujesz się stary. Mógłbyś zostać drugim Taco Hemingwayem – odparował. W żółtym świetle latarni zdołał zauważyć jak źrenice przeciwnika się rozszerzają na moment przed wyprowadzeniem prawego sierpowego. Adam zdołał zrobić unik, więc mądrala poleciał na chodnik pociągnięty siłą własnego ciosu. Z tyłu jakiś osiłek złapał go w pasie i podniósł do góry, by rzucić nim o ziemię. Twański zamachał nogami – jedną trafiając w jednego z dresików, podczas gdy za nogawkę drugiej ktoś go złapał, przez co na ziemię poleciał głową w przód. Poczuł ogłuszający wstrząs w czaszce i coś ciepłego nad łukiem brwiowym. Z chodnika ktoś go podniósł za kołnierz skórzanej kurtki i przycisnął plecami do ściany uderzając jego głową raz po raz o nią. Zamachnął się na jego twarz kastetem – napastnik zniknął mu z pola widzenia wyjąc z bólu. Wokół niego rozbrzmiało jeszcze więcej wrzasków; rzucił się na innego dresika posyłając go na chodnik i siadając na nim okrakiem. Uderzył go lewą pięścią; głowa mu odskoczyła w prawo, by zaraz odskoczyć w lewo, gdy poprawił drugą pięścią zaopatrzoną w kastet. Stracił rachubę tego, co dokładnie robi czując wypełniającą go adrenalinę i wolę przetrwania. Czyjeś paluchy znalazły się na jego twarzy chyba próbując skręcić mu kark, więc ugryzł z całej siły. W tym momencie przestał czuć dłonie napastników na plecach i usłyszał wrzaski.

    igP7jsl.png– Kurwa, ugryzł mnie!

    igP7jsl.png– … może mieć wściekliznę?

    igP7jsl.png– To pojeb, chyba zajebał Lecha!
    Podniósł się chwiejnie z klęczek. Ktoś go odepchnął od chłopaka, na którym siedział.
    Gdy w końcu podniósł głowę, nikogo nie było. Gdyby nie ślady krwi na chodniku, możnaby pomyśleć, że nic się nie stało. Pokuśtykał chwiejnie na najbliższy przystanek autobusowy. Jeździł tu chyba tylko jeden nocny.

    igP7jsl.png– Masz szczęście, to ostatni dzisiaj – odezwał się beznamiętnie kierowca autobusu pół godziny później, gdy Adam wszedł do środka. Pojazd był pusty, nie licząc kierowcy i jednego pasażera siedzącego z tyłu. Twański usiadł przy szybie. W odbiciu widział, że krew mu spływa jedynie łuku brwiowego i pękniętej wargi. Czuł zawroty głowy. Bilans nie był najgorszym w jego życiu – po bitce na podwórku zdarzały się gorsze, czy chociażby w domu z jednym z fagasów matki.

    igP7jsl.png– Bilety do kontroli – z zamyślenia wyrwał go pasażer, który siedział przed chwilą z tyłu. Wymienili się spojrzeniami – Adam pełnym niedowierzania, a kanar beznamiętnym.

    igP7jsl.png– Nie mam.
    Kanar wyjął bez słowa książeczkę z mandatami.
    Twański sięgnął po dowód osobisty.

  • Nie pytaj o Polskę – Inauguracja

    Wiosna 2017 rok, Warszawa.
    Śnieg na chodnikach stopniał ukazując szarości płyt urozmaicane gdzieniegdzie malowniczym brązem i tworząc w ten sposób istne pola minowe, które należało przekraczać z precyzją sapera. Nadchodzi wiosna i ludzie budzą się do życia zamieniając „zimową depresję” na „przesilenie wiosenne”. Nad głowami przechodniów przelatuje sezonowe ptactwo najprawdopodobniej zaskoczone niespodziewanymi wycinkami drzew. Nie dla nich zakładanie gniazd i 500+.
    Pomiędzy kolejnymi aferami między PiSiorami, a resztą świń próbujących się dostać do koryta rozbrzmiewają głosy nacjonalistycznego ONR i nawoływania o tolerancję dla cudzych macic i łóżek.
    Jeśli poczujesz się zmęczony słuchaniem o Owsikach, Żołnierzach Wyklętych, polskich obozach zagłady, rosyjskim spisku w Smoleńsku czy zdradzie Tuska, TVP uczynnie podsunie ci pod nos Familiadę umilającą pochłanianie rosołu i schabowego w niedzielę.
    O to walczyli dziadkowie.

    To nie zabawa,
    Ale bawię się
    Bezsenne noce senne dnie.